jesteś na: Strona głównaO Rotmistrzu...

Najodważniejszy wyklęty

2012-11-07



25 maja 1948 r. zamordowany został przez komunistów w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej jeden z największych żołnierzy Polski Podziemnej - rtm. Witold Pilecki, nazwany przez angielskiego historyka M.R.D. Foota, jednym z sześciu najodważniejszych postaci z lat II wojny światowej. Warto przy tej okazji tę sylwetkę wybitnego żołnierza, obywatela, społecznika i patrioty przypomnieć, bowiem wciąż wiedza o tym niezwykłym bojowniku niepodległości jest niedostateczna.

Witold Pilecki wywodził się z kresowego ziemiaństwa, które płaciło za zaangażowanie w działalność niepodległościową pauperyzacją i represjami, m.in. zsyłką. Był oficerem rezerwy Wojska Polskiego, zmobilizowanym ponownie w 1939 r., współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, dobrowolnym więźniem KL Auschwitz, oficerem Komendy Głównej Armii Krajowej i organizacji "NIE", wreszcie więźniem politycznym okresu stalinowskiego i ofiarą komunistycznego mordu sądowego.
Znany był pod pseudonimami: "Witold", "Tomek", "Romek", i pod nazwiskami konspiracyjnymi (pokrywkowymi): "Tomasz Serafiński", "Roman Jezierski, "Leon Bryjak", "Jan Uznański", "Witold Smoliński" oraz kryptonimem w organizacji "NIE": "T-IV".
Dziś jest legendą Polski Walczącej z obu okupantami; legendą, która nie znajduje należnego blasku... w wolnej Polsce.

Przed wojną
Urodził się 13 maja 1901 r. w Ołońcu w Karelii na północy Rosji nad Morzem Białym, w rodzinie ziemiańskiej Juliana i Ludwiki z Osiecimskich. Rodzice byli dziećmi zesłańców po insurekcji styczniowej i na zsyłce, daleko od stron rodzinnych, założyli rodzinę. Ojciec w Karelii, na pograniczu rosyjsko-fińskim, z czasem doszedł do stanowiska rewizora leśnego. Po liberalizacji, jaka nastąpiła w cesarstwie rosyjskim na krótko w wyniku rewolucji 1905 r., Pileccy wykorzystali sytuację i matka z dziećmi - by uchronić potomstwo przed rusyfikacją - przeniosła się do Wilna. Witold wkrótce został członkiem skautingu; od 1914 do 1923 r. działał w konspiracyjnym harcerstwie i Polskiej Organizacji Wojskowej, ochotniczo wstąpił też do Samoobrony Wileńskiej. Od 1918 r. również ochotniczo walczył w szeregach odrodzonego Wojska Polskiego w wojnie polsko-bolszewickiej. W grupie gen. Lucjana Żeligowskiego odbierał Wilno i następnie do 1921 r. pełnił służbę w korpusie wojsk Litwy Środkowej aż do momentu zjednoczenia ziemi wileńskiej z Rzeczpospolitą. Od 1921 r. był komendantem oddziału nowoświęciańskiego Związku Bezpieczeństwa Kraju.
Po uzyskaniu matury rozpoczął studia jako wolny słuchacz na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, ale sytuacja rodzinna zmusiła go do podjęcia pracy zarobkowej; zatrudnił się m.in. w Związku Kółek Rolniczych Ziemi Wileńskiej i jako sekretarz sędziego śledczego w Okręgu m. Wilno. W latach 1922-1924 studiował zaocznie na Wydziale Rolnym Uniwersytetu Poznańskiego. Po odbyciu kursu w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu i służby stażowej w 26. pułku ułanów w 1926 r. otrzymał promocję na stopień oficerski - podporucznika rezerwy (ze starszeństwem z 1923 r.).
Od 1926 r. gospodarował na odzyskanej części rodzinnego majątku Sukurcze koło Lidy, gdzie inicjował wiele działań społecznych, m.in. kierował Strażą Ogniową oraz konnym Przysposobieniem Wojskowym "Krakusi". Wiele okoliczności wskazuje na to, że związany był ze strukturami II Oddziału Sztabu Generalnego i wykonywał zadania wywiadowcze po drugiej stronie wschodniej granicy; to dotąd wciąż najmniej znana strona aktywności ziemianina sukurczańskiego. Witold Pilecki obdarzony był wieloma talentami, miał m.in. uzdolnienia artystyczne, czego przykładem są zachowane do dziś obrazy świętych w kościółku parafialnym w Krupie. Pozostało też kilka rysunków, zarówno artystycznych, jak i technicznych; te ostatnie jako formy instruktażowe dla syna Andrzeja.
Sukurcze były miejscem rodzinnego szczęścia; 7 kwietnia 1931 r. Witold poślubił nauczycielkę z pobliskiej szkoły, Marię (Mariannę) z Ostrowskich, i doczekał się dwojga dzieci - Andrzeja i Zofii, którą z czułością nazywał "Generałką". Rodzinną sielankę przerwała jednak wojna.

Dobrowolny więzień Auschwitz
Witold, zmobilizowany z końcem sierpnia 1939 r., uczestniczył w kampanii polsko-niemieckiej w 19. Dywizji Piechoty w ramach Armii "Prusy", następnie w 41. Dywizji Piechoty Rezerwowej. Walczył na szosie piotrkowskiej i na Lubelszczyźnie. Nie poszedł do niewoli, powrócił w mundurze i na koniu do Ostrowii Mazowieckiej, gdzie mieszkali jego teściowie, i dalej podążył do okupowanej Warszawy. Na ziemię lidzką - choć bardzo się starał - nie zdołał się przedrzeć, bo na Bugu obaj okupanci ustanowili pilnie strzeżoną zonę graniczną między III Rzeszą a Sowdepią.
W listopadzie 1939 r. w stolicy ppor. Witold Pilecki wraz z mjr. Janem Włodarkiewiczem współtworzył Tajną Organizację Wojskową (TAP), był szefem jej sztabu, szefem Oddziału I i inspektorem organizacyjnym. Dobrowolnie zgłosił się do misji wojskowej w obozach koncentracyjnych i po uzgodnieniach z kierownictwem Związku Walki Zbrojnej 19 września 1940 r. oddał się w ręce niemieckie podczas drugiej wielkiej łapanki warszawskiej na Żoliborzu. W nocy z 21 na 22 września jako Tomasz Serafiński trafił do KL Auschwitz (zarejestrowany został w kacecie jako nr 4859), gdzie z czasem zainicjował opartą na systemie piątkowym konspirację obozową, a następnie scalił z innymi grupami obozowego podziemia, tworząc Związek Organizacji Wojskowych (ZOW). Meldunki z obozu docierały do władz ZWZ-AK, skąd wysyłane były do Londynu i przekazywane aliantom. Wśród tych meldunków były także te, dotyczące zbrodni dokonywanych przez Niemców na Polakach, Rosjanach, Żydach i innych. O upamiętnienie kacetowych dokonań Pileckiego w muzeum obozowym na terenie byłego KL Auschwitz starał się nieżyjący już dr Józef Garliński i na początku lat 90. dokonano stosownego retuszu ekspozycyjnego, choć dość połowicznego. Nadal nie ma - a powinno być - w jerozolimskim Lesie Sprawiedliwych Yad Vashem drzewo życia jego imienia, bo Pilecki był z tych, którzy pierwsi podnieśli larum o zagładzie Żydów. W latach wojny Zachód, zwłaszcza amerykańscy Żydzi, nadzwyczaj zobojętnieli na los swych ziomków w okupowanej Polsce, by po latach bezpodstawnie oskarżać tych, którzy nieśli pomoc, choć sami dzielili los ofiar holokaustu.
W Święta Wielkanocne 27 kwietnia 1943 r. - po 947 dniach pobytu za drutami - Pilecki wraz z dwoma więźniami (Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim) zbiegł z kacetu i szczęśliwie, choć po wielu dramatycznych przygodach, dotarł do Bochni i Nowego Wiśnicza, gdzie niezwykłym zbiegiem okoliczności odnalazł autentycznego i żywego por. Tomasza Serafińskiego, pod którego nazwiskiem przebywał w Auschwitz. W jego domu, Pilecki przez pewien czas przemieszkiwał, zadzierzgając dozgonną przyjaźń z Serafińskimi. Później "Witold" w Warszawie złożył obszerny raport o sytuacji w obozie i został włączony do prac w Oddziale III "Kedywu" Komendy Głównej AK o kryptonimie "Kameleon". 11 listopada 1943 r. awansowano go do stopnia rotmistrza (wcześniej gen. "Grot" Rowecki 11 listopada 1941 r. awansował Pileckiego - w czasie jego pobytu w kacecie - do stopnia porucznika, co było wprawdzie niezgodne z pragmatyką konspiracyjną, ale niewątpliwie wyrażało wielkie uznanie dla misji obozowej "Witolda" w KL Auschwitz).

Konspiracja w konspiracji
Jako doświadczonego konspiratora włączono Pileckiego (pod krypt. "T-IV") do grupy organizującej struktury "NIE", czyli "konspirację w konspiracji" na czas okupacji sowieckiej. Otrzymał on wtedy zakaz uczestniczenia w walce w ramach akcji "Burza" i dlatego początkowo w Powstaniu Warszawskim walczył jako zwykły strzelec, z czasem dopiero wtedy - gdy walki powstańcze się przedłużały i brakowało oficerów - ujawnił swój stopień wojskowy i ostatecznie dowodził 2. komp. I baonu Zgrupowania "Chrobry II", formacji powstańczej skupiającej głównie żołnierzy Narodowych Sil Zbrojnych, broniąc skutecznie przez cały czas reduty w gmachu Wojskowego Instytutu Geograficznego w Alejach Jerozolimskich.
Po kapitulacji poszedł do niewoli i ostatecznie trafił do obozu w Murnau; po uwolnieniu oflagu znalazł się w 2. Korpusie Polskim we Włoszech, w II Oddziale sztabu gen. Władysława Andersa. Zameldował gotowość powrotu do kraju i prowadzenie dalszych prac konspiracyjnych w ramach wcześniejszych zadań i po otrzymaniu przyzwolenia generałów: Andersa i Pełczyńskiego, na początku grudnia 1945 r. powrócił do niewolonej przez Sowietów i ich komunistycznych rodzimych popleczników Polski.
Koncepcja oparcia działalności konspiracyjnej na strukturze "NIE", na co liczył rotmistrz, okazała się nierealna, toteż Pilecki po zalegalizowaniu się w nowych warunkach, zaczął organizować nową siatkę współpracowników. Organizacja miała charakter kadrowy. Rotmistrz nawiązał kontakt z dowódcami leśnych oddziałów poakowskich, jakie w ramach samoobrony podejmowały walkę z reżimem komunistycznym, przekazując instrukcje władz Rzeczypospolitej na wojennym wychodźstwie o konieczności rozwiązywania oddziałów partyzanckich i legalizacji ludzi pozostających pod bronią, głównie po to, by chronić najbardziej wartościowe siły Narodu Polskiego i nie narażać ich na nieuniknione represje ze strony nowych okupantów i ich rodzimych komunistycznych sługusów.

Proces
5 lub 8 maja 1947 r. "Witold" został aresztowany, wraz z nim w sprawie zatrzymano 23 osoby, z których tylko kilkoro później zwolniono. Aresztowanie było wynikiem dłuższej inwigilacji i prowokacji dokonanej przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Śledztwo nadzorowane przez osławionego kata Urzędu Bezpieczeństwa płk. Romana Romkowskiego, zostało zamknięcie 10 grudnia 1947 roku. Naczelnik Wydziału II Departamentu Śledczego MPB, równie ponurej sławy mjr Humer, 23 stycznia 1948 r. zaakceptował akt oskarżenia, zatwierdzony 5 lutego przez wiceprokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr. M. Dytrę. 7 lutego akta sprawy znalazły się w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie. Proces, w którym oskarżono oprócz Witolda Pileckiego także Marię Szelągowską, Tadeusza Płużańskiego, Szymona Jamontt-Krzywickiego, Maksymiliana Kauckiego, Jerzego Nowakowskiego, Witolda Różyckiego i Makarego Sieradzkiego, odbył się w dniach 3-15 marca 1948 roku. Składowi sędziowskiemu przewodniczył ppłk Jan Hryckowian (wcześniej żołnierz AK, który się zaprzedał komunistom), członkami byli - sędzia kpt. Józef Badecki, ławnik kpt. Stefan Nowacki, protokolant por. Ryszard Czarkowski. Oskarżycielem był wiceprokurator Naczelnej Prokuratury WP mjr Czesław Łapiński, również sprzedajny akowiec.
Akt oskarżenia opierał się na dekrecie z 13 czerwca 1946 r. (tzw. małym kodeksie karnym) oraz na kodeksie karnym WP i kodeksie karnym cywilnym. Pileckiemu zarzucano: kierowanie wywiadem na rzecz obcego mocarstwa, czynienie przygotowań do gwałtownego zamachu zbrojnego na funkcjonariuszy MBP, przyjęcie korzyści majątkowych (pobieranie gaży oficerskiej i dotacji z 2. Korpusu Polskiego na przygotowanie szlaków przerzutowych na Zachód), posiadanie trzech składów broni i amunicji na terenie Warszawy, niezgłoszenie się jako oficer na publiczne wezwania do rejestracji w Rejonowej Komendzie Uzupełnień, używanie fałszywych dokumentów na nazwisko Roman Jezierski. Oskarżony zaprzeczał, by był rezydentem wywiadu, choć przyznawał, iż jako oficer pozostający w służbie wypełniał zadanie kierowania komórką wywiadu, a posiadaną broń określił jako pamiątkową (pochodziła z okresu Powstania Warszawskiego), odrzucił też zarzut o przygotowywanie zamachów na funkcjonariuszy bezpieki (tego rodzaju podsunięty pomysł był w istocie prowokacją bezpieki). "Witold" podkreślał fakt żołnierskiej służby w dobrej sprawie.
Oskarżyciel, wbrew dowodom i okolicznościom przypisywanych "zbrodni", żądał dla rotmistrza (podobnie jak dla M. Szelągowskiej, T. Płużańskiego i M. Sieradzkiego) kary śmierci, dla dwóch innych - dożywotniego więzienia, dla pozostałych - wysokich wyroków.

Mord sądowy
Rotmistrz Pilecki został skazany z różnych artykułów na karę śmierci trzykrotnie, z innych artykułów - na 15, 10 i 2 lata więzienia; łącznie wymierzono mu karę śmierci oraz pozbawiono go praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze wraz z przepadkiem mienia. Szelągowska i Płużański skazani zostali również na kary śmierci, zamienione następnie na dożywocie, inni otrzymali wieloletnie kary więzienia. Drastyczny wyrok był motywowany przez reżimowe kolegium orzekające faktem, iż oskarżeni dopuścili się najcięższej zbrodni stanu i zdrady Narodu, cechowało ich wyjątkowe napięcie złej woli, przejawiali nienawiść do Polski Ludowej i reform społecznych, zaprzedali się obcemu wywiadowi oraz wykazali szczególną gorliwość w akcji szpiegowskiej. Motywy i stylistyka wyroku (zarzuty o dywersji politycznej, płatnej służbie, rezydenturze i szpiegostwie) wyraźnie wskazują na polityczny, a ściślej - propagandowy charakter procesu i zasądzonych wyroków. Był to w istocie zbrodniczy mord sądowy.
Wyrok wobec Pileckiego utrzymał w mocy Najwyższy Sąd Wojskowy (płk Kazimierz Drohomirecki, ppłk Roman Kryże, mjr Leo Hochberg, por. Jerzy Kwiatkowski, mjr Rubin Szwajga) na posiedzeniu 3 maja 1948 roku. Wniosków o łaskę mec. Lecha Buszkowskiego, obrońcy procesowego, żony Pileckiego - Marii, oraz samego skazanego (rotmistrz przesłał "do pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej" bardziej raport ze służby niż prośbę o ułaskawienie) Bolesław Bierut nie uwzględnił (taka decyzja jest w aktach sprawy z 20 maja 1948 r.). Pismo Pileckiego ujawnia, iż rotmistrz nie musiał otrzymać kary śmierci, o ile by publicznie oskarżył swoich przełożonych na Zachodzie i pozostające na emigracji konstytucyjne władze RP. Nie spełnił tych oczekiwań funkcjonariuszy MBP, stąd otrzymał najwyższy wymiar kary. Wiele wskazuje, że sprawą mordu sądowego osobiście zainteresowany był ówczesny reżimowy premier Józef Cyrankiewicz, były więzień KL Auschwitz, gdzie - jak wiele wskazuje - stał się konfidentem obozowego gestapo, a później zaciągnął się - jak zresztą czyniło to wielu - pod sztandary innego lewicowego totalitaryzmu, który odpłacił się mu za służalstwo dygnitarstwem i tytułem "żelaznego premiera".
W związku z różnymi wątkami, jakie komuniści łączyli ze sprawą Pileckiego i jego nowym dossier, rotmistrz już po wyroku skazującym był poddany drugiemu śledztwu - i to dalece bardziej brutalnemu. Ile trzeba człowiekowi zadać cierpień, by uznał, że pobyt w Auschwitz to sanatorium - w porównaniu do ubeckiego piekła; a właśnie takie było doświadczenie Witolda Pileckiego, o czym powiedział żonie podczas ostatniego widzenia.
25 maja 1948 r. o godzinie 21.30 w obecności wiceprokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr. S. Cypryszewskiego, naczelnika więzienia por. R. Mońko, lekarza por. K. Jezierskiego i kapelana ks. kpt. W. Martusiewicza w więzieniu mokotowskim dokonano egzekucji - według protokołu wykonania wyroku śmierci - przez rozstrzelanie. Plutonem egzekucyjnym - według tego samego dokumentu - dowodził Piotr Śmietański, choć powszechną praktyką był strzał w tył głowy na sposób "katyński". Ciała nie wydano rodzinie, ale złożono w jednym z miejsc zbiorowych pochówków więźniów mokotowskich, choć wiele wskazuje na to, iż było to pod płotem wojskowego cmentarza powązkowskiego (dziś kwatera "Ł" w obrębie powązkowskiej nekropoli).
Wśród tych, których obciąża dokonana na rotmistrzu Pileckim zbrodnia sądowa, jest także wspomniany wcześniej ówczesny premier Józef Cyrankiewicz. Powodem jego zainteresowania "Witoldem" była przeszłość obozowa obu; Cyrankiewicz za milczenie gotów był Pileckiego "materialnie urządzić", ale rotmistrz wzgardził ofertą. Wśród więźniów Mokotowa i Wronek kursowało przekonanie, że Pilecki o pewnych prominentach wiedział za dużo z okresu Auschwitz. Oświęcimiacy, z Tadeuszem Pietrzykowskim "Teddym" - znakomitym sportowcem, interweniowali w sprawie rotmistrza u Cyrankiewicza, ale nic nie osiągnęli, podobnie jak wielu innych przyjaciół "Witolda". "Żelazny premier" osobiście i przez organy administracji państwa komunistycznego starannie zacierał prawdę o swojej przeszłości i "pisał" nową - wedle swojej miary - historię.

Batalia o prawdę
Przez lata wielu podejmowało sprawę rotmistrza Witolda Pileckiego, w kraju i na emigracji politycznej. Nie sposób pominąć choćby niepospolitej postaci dr. Józefa Galińskiego. Jednakże to Zofia, córka rotmistrza, którą on sam nazywał "Generałką", najbardziej domagała się przywrócenia dobrej pamięci o ojcu. "Drapała" z determinacją dygnitarzy peerelowskich i elity rodzącej się III Rzeczypospolitej. Jakże długa i wielka była gorycz jej, brata Andrzeja i najbliższych, zanim nastąpiła tzw. rehabilitacja sądowa (choć samo określenie rehabilitacja jest uwłaczające dla postaci rotmistrza).
Mimo wielokrotnych i długoletnich starań o rewizję wyroku, dopiero w drugim procesie - 28 września 1990 r. - nastąpiło "uniewinnienie" Witolda Pileckiego. Podkreślono niesprawiedliwy charakter wydanych wyroków oraz bezsporny fakt, iż rotmistrz nie był szpiegiem, a żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i wykonywał powierzone sobie zadania. Sąd III RP docenił wysoce patriotyczną postawę niesłusznie skazanych wraz z Witoldem. Mimo tego wyroku pozostaje nieodparte przeświadczenie, że to nie rotmistrz Pilecki potrzebował rehabilitacji.
W roku 2006 - pomijając niezrozumiały sprzeciw niektórych członków kapituły orderowej, w tym także z kacetową przeszłością - prezydent RP prof. Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie rtm. Witolda Pileckiego (i gen. Augusta Emila Fieldorfa) Orderem Orła Białego, najwyższym odznaczeniem Rzeczypospolitej, w uznaniu jego zasług w wiernej, niezłomnej i "usque ad finem" służbie Polsce Niepodległej. Szczęśliwie w kilkunastu szkołach może pamiętać o nim, jako swoim patronie, nowe pokolenie Polaków okutych w powiciu, ale zrodzonych w wolności i dla wolności.
Od ponad roku, co najmniej, u władz Warszawy złożony jest wniosek o nadanie miejscu, dotychczas nazywanemu placem Defilad, imienia rtm. Witolda Pileckiego. Konkurentem do nazwy jest też genialny kompozytor Fryderyk Chopin. Nie umniejszając nic wielkiemu artyście, wydaje się, że teren obciążony tak złowróżbnym ideologicznie wianem, może być historycznie skontrowany przez pamięć o człowieku, który walce z totalitaryzmem narodowego socjalizmu i internacjonalnego komunizmu poświęcił wszystko, łącznie z życiem. Byłby to akt dziejowej sprawiedliwości, ale być może sukces odniesie niewygasły duch czasu "błędów i wypaczeń".

Prof. Wiesław Jan Wysocki
Nasz Dziennik

25 maja 2011, Nr 120 (4051)