jesteś na: Strona głównaAktualności

Wielka ucieczka

2013-04-26

Siedemdziesiąt lat temu rtm. Witold Pilecki, obawiając się dekonspiracji, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku. Uciekał wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edmundem Ciesielskim (nr 12969).


Realizacja odważnego przedsięwzięcia była możliwa dzięki pomocy kolegów z organizacji obozowej, działającej potajemnie pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej (ZOW). W tym czasie Witold Pilecki pracował w paczkarni obozowej, Edward Ciesielski w szpitalu więziennym, a Jan Redzej w magazynie żywnościowym przy kuchni obozowej.

Wykorzystując swoje różnorodne kontakty konspiracyjne, Pilecki umożliwił dwóm pozostałym śmiałkom dostanie się do komanda zatrudnionego na nocnej zmianie w piekarni w Oświęcimiu na Niwie, poza terenem KL Auschwitz. Pierwszy otrzymał w niej pracę Jan Redzej, który wcześniej poinformował Pileckiego i Ciesielskiego, że więźniowie z tego komanda są zamykani na noc w piekarni wraz z dwoma nadzorującymi ich esesmanami. On również zauważył, że są tam duże żelazne drzwi, przez które można wydostać się na wolność.

 Do odkręcenia nakrętki z metalowego uchwytu, przy pomocy którego była przymocowana żelazna sztaba uniemożliwiająca otwarcie wspomnianych drzwi wejściowych do piekarni, konieczne było dorobienie klucza. Odcisk nakrętki sporządził w chlebie Jan Redzej i przekazał go znajomemu ślusarzowi, który posiadając jej wzór i rozmiar, wykonał wkrótce potrzebny klucz. Został on ukryty przez Redzeja w magazynie węglowym na terenie piekarni.

 W komandzie piekarzy można było pracować tylko za zgodą obozowego gestapo. Taka zgoda była każdorazowo wymagana w wypadku więźniów pracujących na zewnątrz KL Auschwitz. Odpowiednie skierowanie podpisał i wydał wówczas zgodę na pracę poza obozem Arbeitsdienstführer Franz Hössler. Takie skierowania zdobył Marian Toliński (nr 49). Wprawdzie były one wystawione na innych więźniów i do innych oddziałów pracy, lecz Ciesielski wywabił niepotrzebne dane, a także sporządził zgodne z potrzebami adnotacje dla siebie i Pileckiego.

 Plan wykonany

 Ostatecznie termin ucieczki ustalono na noc z 26 na 27 kwietnia 1943 roku. Więźniowie pracowali w obozowej piekarni na dwie zmiany. Stąd też trzeba było nie tylko zostać skierowanym do komanda piekarzy, ale trafić także do grupy zatrudnionej na nocnej zmianie.

 Niespodziewanie wynikła nowa trudność, bowiem kapo piekarni nagle zdecydował, że Pilecki będzie pracował w nocy, a Ciesielski pójdzie na dzienną zmianę w dniu następnym. Pomogło dopiero wstawiennictwo Jana Redzeja: „Wreszcie wszyscy byli ’zrobieni’ mową Redzeja, konfiturami, cukrem, jabłkami – z paczek ode mnie, no i wiele dopomógł wesoły nastrój drugiego dnia świąt. Godzina 18.30. Od bramy esesman woła: ’Bäckerei…’. (…) Jesteśmy za bramą. Ileż razy ją przekraczałem, myśląc: ’Kiedy już nie będę potrzebował do niej powrócić’. Dziś wychodzę z myślą, że powrócić w żadnym wypadku nie mogę” – pisał Witold Pilecki.

 Dwóch więźniów i dwóch esesmanów poszło do małej piekarni, w której wypiekano chleb dla załogi SS, natomiast sześciu więźniów, w tym Pilecki z kolegami, udało się pod strażą dwóch esesmanów do dużej piekarni. Była ona położona około dwóch kilometrów od obozu i z kolei wypiekała chleb dla więźniów KL Auschwitz. Wkrótce miał się rozpocząć najbardziej dramatyczny moment związany z bezpośrednią realizacją tak drobiazgowo zaplanowanej i przygotowanej ucieczki.

 Z piekarni wyprowadzono ranną zmianę, a nowej kazano wejść do środka. Następnie zatrzaśnięto ciężkie drzwi i z zewnątrz dał się słyszeć jeszcze zgrzyt zakładanej na drzwi sztaby oraz szczęk klucza w kłódce. W budynku piekarni więźniowie zostali zamknięci z dwoma pilnującymi ich esesmanami. Bezzwłocznie musieli przystąpić do pracy wyznaczonej im przez zatrudnionych w piekarni cywilnych robotników. Byli to mieszkańcy Oświęcimia: Józef Ryszko, Józef Barczak i Michał Jarecki.

 Już po paru minutach Ciesielski i Pilecki mieli możliwość przekonać się, jak ciężka i mordercza jest to praca. W ciągu kilku mijających szybko godzin nocnych przeżyli wiele emocji. Dopiero kiedy nastąpiło kolejne rozpalenie pieców i krótka przerwa w pracy, przystąpili do realizacji planu ucieczki.

 Przebywali wówczas w drewutni pod pozorem przygotowania opału. Gdy Ciesielski i Pilecki byli zajęci pracą, Redzej wyciągnął schowany tam uprzednio dorobiony klucz i przystąpił do otwierania drzwi. Następne ogniwo planu – przecięcie dzwonka alarmowego – także pomyślnie zostało zrealizowane. Teraz liczyły się już sekundy. Dzięki sprzyjającym okolicznościom – jeden z nadzorujących esesmanów zajęty był pisaniem listu, a drugi jedzeniem – wszyscy trzej podeszli do żelaznych drzwi, napierając na nie z całych sił. Przy kolejnym naciśnięciu wreszcie ustąpiły. Byli wolni. Błyskawicznie zrealizowali ostatni punkt planu, czyli zamknięcie drzwi i zabarykadowanie ich od zewnątrz.

 Pierwsze dni na wolności

 Uciekali na wschód przez Sołę, a potem Wisłę. Te pierwsze chwile wolności tak zapamiętał Ciesielski: „Zapadliśmy w czerń nocy. Padał deszcz. (…) Przez pewien czas szliśmy brzegiem Wisły, który prowadził nas w kierunku wschodnim. Trwało to około godziny. (…) Szliśmy dalej już po to, aby znaleźć jakąś łódź. Rzeczywiście po kilkudziesięciu minutach marszu ujrzeliśmy ją. Kołysała się na wodzie”.

 Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności przeprawili się szybko na drugi brzeg Wisły. Było już zupełnie jasno, kiedy znaleźli się po drugiej stronie rzeki. W pobliżu był las, w którym ukryci spędzili cały dzień. Wieczorem podjęli dalszą wędrówkę na wschód. Szczęśliwie przekroczyli granicę Rzeszy i przeszli na teren Generalnego Gubernatorstwa, w czym bardzo im pomógł ks. Jan Legowicz, proboszcz w Alwerni.

 Uciekinierzy po drodze spotkali wielu życzliwych ludzi, ale też czyhały na nich liczne niebezpieczeństwa. 1 maja 1943 r. w Puszczy Niepołomickiej niespodziewanie natknęli się na uzbrojonych Niemców. Pilecki został wówczas postrzelony w ramię, lecz podobnie jak dwaj pozostali uciekinierzy zdołał szczęśliwie ujść pogoni.

 Pobyt w Bochni

 Wkrótce dotarli do Bochni, gdzie spotkali się z gościnnym przyjęciem w domu Oborów. Pierwszy przybył Redzej, a w dniu następnym, 2 maja 1943 r., pozostali dwaj uciekinierzy, którzy po wspomnianym zdarzeniu w Puszczy Niepołomickiej chwilowo utracili z nim kontakt.

 Za ich ucieczkę władze obozowe nie zastosowały odwetu na więźniach. Jedynie przez Rapportführera został spoliczkowany kryminalista niemiecki, który był blokowym w bloku nr 15, gdzie mieszkało komando piekarzy. Ponadto w areszcie osadzono dwóch esesmanów, którzy nadzorowali więźniów podczas pracy w piekarni, kiedy nastąpiła ucieczka.

 Pilecki natychmiast po przybyciu do Bochni poprosił o kontakt z dowództwem miejscowej placówki AK. 3 maja 1943 r. znajomy Oborów, Leon Wandasiewicz, zaprowadził go do Nowego Wiśnicza i umożliwił mu spotkanie z zastępcą dowódcy tej placówki. W czasie drogi Pilecki niespodziewanie dowiedział się od niego, że zastępcą tym jest Tomasz Serafiński. Wówczas uzmysłowił sobie, że jest to człowiek, pod którego nazwiskiem przebywał w obozie (Pilecki był zarejestrowany w KL Auschwitz pod nazwiskiem Tomasz Serafiński).

 Niezwykłe spotkanie na „Koryznówce”

 Spotkanie z prawdziwym Tomaszem Serafińskim, który posługiwał się pseudonimem „Lisola”, stanowiło dla Pileckiego wielkie przeżycie. Serafińscy mieszkali w tzw. Koryznówce, będącej kiedyś letnią posiadłością Leonarda Serafińskiego, szwagra Jana Matejki. W domu tym Pilecki znalazł bezpieczne schronienie, ukrywając się przez ponad trzy i pół miesiąca.

 Z kwaterą dla pozostałych dwóch uciekinierów były kłopoty. W rezultacie Redzej zamieszkał u szkolnego kolegi Serafińskiego w pobliskiej miejscowości, później przez kilka dni przebywał również w „Koryznówce”. Ciesielski z kolei dłuższy czas ukrywał się u Oborów, lecz potem przeniósł się także do Wiśnicza.

 Dowódca placówki AK w Wiśniczu Zygmunt Szydek ps. „Wiatr”, kiedy Serafiński „Lisola” zameldował mu o pobycie trzech zbiegów z KL Auschwitz, nie uwierzył w wiarygodność tej niezwykłej ucieczki, posądzając jej uczestników o współpracę z gestapo. Podobnie zachował się jego zwierzchnik z Obwodu AK, używający pseudonimu „Topola”, i Komenda Okręgu AK w Krakowie.

 Planowanie zbrojnej akcji na Oświęcim

 Nie pomogły wyjaśnienia, że uciekinierzy podjęli ucieczkę, by prosić o pomoc w zaplanowaniu akcji zbrojnej w celu uwolnienia więźniów KL Auschwitz, oraz że opracowali szczegółowe raporty o zbrodniach popełnionych w obozie. Na rozkaz dowódcy Okręgu AK w Krakowie polecono „Lisoli” zerwać wszelkie kontakty konspiracyjne ze zbiegami, a ich samych skierować do Rady Głównej Opiekuńczej lub Polskiego Czerwonego Krzyża.

 Pilecki, przebywając w Nowym Wiśniczu, skontaktował się z Komendą Główną AK w Warszawie, która oddelegowała do tej miejscowości swojego wysłannika. Był nim uciekinier z KL Auschwitz Stefan Bielecki (nr 12692), znany już wcześniej Pileckiemu z pobytu w obozie oświęcimskim. Przywiózł on z Warszawy 1 czerwca 1943 r. podrobione dokumenty i pieniądze. Namawiał Witolda Pileckiego, aby udał się wraz z nim do Warszawy. Ten jednak odmówił, planując na tym terenie zorganizowanie akcji mającej na celu uwolnienie więźniów KL Auschwitz.

 Pilecki zwrócił się do szefa dywersji i uzbrojenia Obwodu AK w Bochni Andrzeja Możdżenia ps. „Sybirak”, aby na miejscu utworzyć ochotniczy oddział, który podjąłby się niezwykle ryzykownej próby uderzenia na obozową załogę SS i uwolnił więźniów Auschwitz. Wobec negatywnego stanowiska w tej sprawie Komendy Okręgu AK w Krakowie propozycja ta, jako mało realna, nie została zaakceptowana. Pilecki, który wówczas posługiwał się pseudonimem „Romek”, zdecydował się na wyjazd do Warszawy. Do okupowanej stolicy dotarł 23 sierpnia 1943 roku.

 W Nowym Wiśniczu pozostawił pierwszą wersję raportu, który napisał na temat konspiracji wojskowej w KL Auschwitz zaraz po ucieczce z tego obozu, w czerwcu 1943 roku. Raport ten został ukryty w ziemi, odkopano go dopiero po wojnie.

Dr Adam Cyra: Autor jest pracownikiem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.
Nasz Dziennik